Czym są wiejskie mazurki?

Nie wszędzie melodie mazurkowe nazywano mazurkami. Zależnie od regionu były to: obery ciągłe, śpiewaki, obery przechodnie, światówki, obery dwuczęściowe, majdaniaki. Kiedy poznałem wiejskie mazurki byłem zaskoczony ich ekspresją i wielką agresywno-sentymentalną siłą. Przecież inaczej nie mogłyby wprowadzać ludzi w trans. Warto też przypomnieć, że mazurki to muzyka i tańce pańszczyźnianych chłopów, czyli według współczesnych standardów – niewolników.

Poprosiłem kiedyś skrzypka z okolic Rawy Mazowieckiej
— Czy może pan zaśpiewać oberka? — A on patrzy zdziwiony
— Oberków się nie śpiewa, aby mazurki.
— Dlaczego? — pytam.
— Oberki mają melodię drobniejszą, nie do śpiewu i nie można ich wyciągać (rubatować).
Jeszcze większym zaskoczeniem było odkrycie, że rytm mazurka to rytm pracy! Na wsi młócono cepami i siekano kapustę w rytm mazurka – jak robiły to trzy osoby uzyskiwano rytm na 3. Jak młóciły dwie osoby to w rytmie na 2, wolnej poleczki (stąd brała się powszechna dawniej na wsi umiejętność bębnienia i basowania). Często muzykanci przygrywali nawet do żniw, by łatwiej było kosić, albo grali cieślom przy budowie domów. Z dumą skrzypkowie mówili mi, że płacono im tak, jak za ciesiółkę, choć się tak nie narobili.

Mazurek, choć pochodzi ze śpiewu, jest przede wszystkim melodią taneczną poddaną surowemu rygorowi. Trzeba rubatować i ozdabiać, ale spróbuj opóźnić się w tanecznym rytmie! – to wygnają z wesela. A nawet można było za to oberwać. Z mazurkami żartów nie było. Skrzypek też mógł się odegrać, bo tancerze przy mazurku wybijają „piąteczki”, czyli stepują. Jeżeli robią to nie w mazurkowym rytmie, to muzykant może obrócić się do tańczących tyłem, a nawet przestać grać. To straszny afront, komentowany potem latami przez wieś.

Żaden inny taniec nie wzbudzał takiej euforii u tancerzy, transu muzykantów i nie pobudzał do ekspresyjnego śpiewu. Prawie każda wieś miała swoje mazurki (a częściej swoje maniery wykonawcze i warianty), swoiste logo wsi, po których się rozpoznawano. Największa próba dla skrzypka i mazurków to wesela (tam przecież przetrwały najdłużej). Ciekawe jest, że właśnie na weselach muzykanci nie mogli grać swoich ulubionych mazurków, musieli grać tylko te, które zaśpiewali im goście weselni. Ale na poprawinach grali „ze swojej głowy” czyli co chcieli.

Lipiec 2008, jestem na Roztoczu. Skrzypek Stanisław Głaz opowiada
— Wie pan, te same mazurki w każdej wsi inaczej grano.
— Dlaczego? — pytam.
— Bo każdy skrzypista grał u nas według akcentów mowy. W Dzwoli i okolicach wyciągają mowę, ale już w sąsiedniej wsi skracają i tam skrzypiści już tak nie wyciągają melodii jak u nas. A jak ozdabiało się mazurki ? Każdy miał swoje sposoby na różne ozdobniki, ja to często słuchałem ptaków – słowików i skowronków, potem te tryle grałem w mazurkach – mówi Głaz.

Mazurek, choć pochodzi ze śpiewu, jest przede wszystkim melodią taneczną poddaną surowemu rygorowi.

Mamy problem, co zrobić z wiejskimi mazurkami. Najprościej protekcjonalnie pominąć, tak dzieje się do tej pory. Łatwiej i bezpieczniej jest podziwiać mazurki Chopina, bo to piękna muzyka. Ale co zrobić z tymi pominiętymi geniuszami: Metą, Kędzierskim, Bujakiem. Są pomijani — bo ze wsi? — bo nie znali nut?

Wiem, że brzmi to przesadnie, bo konfrontuję ich ze światowym gigantem muzyki. Jednak pomyślmy – to z ich muzyki wzięły się mazurki przetwarzane potem przez wielu kompozytorów. To przecież od nich…

I jeszcze jedna różnica, ale może najistotniejsza, mazurki Szymanowskiego, Chopina i innych „nutowców” są zapisane i mogą być uczone w szkołach i wykonywane w każdym czasie. Mazurki Mety, czy Kędzierskiego odchodzą razem z nimi. Tak, jak oni nikt już nie da rady zagrać, taka jest siła ich wyjątkowości. Warto też pamiętać, że mazurki to improwizacje, tak jak w jazzie. Podaje się temat (temu służą przyśpiewki) a potem muzykant improwizuje na tę melodię. Sam to słyszałem, jak improwizacja Józefa Kędzierskiego na temat krótkiej mazurkowej przyśpiewki trwała 40 minut! Jeszcze długa droga przed nami, żeby zrozumieć tajemnicę i znaczenie wiejskich mazurków. A może najważniejsze, żeby nauczyć się je grać. To ogromnie trudne. Paradoksalnie najtrudniej jest zagrać proste melodie, bo w nich widać cały kunszt (lub jego brak) gry. Wbrew wszystkiemu coraz więcej młodych ludzi jeździ na wieś, ucząc się mazurków od „ostatnich wiejskich muzykantów”. Nie traktują tej nauki instrumentalnie, żeby błysnąć potem jako folkowe gwiazdy estrady, tylko uczą się tak, jak dawni wiejscy muzykanci. W tym jest nadzieja na przetrwanie tej muzyki.

Andrzej Bieńkowski
Rada Programowa Festiwalu „Wszystkie Mazurki Świata”

Nasi partnerzy: