Jak Polacy Skandynawom muzykę darowali

Ewa Turek-Dahlig

Gdy zastanawiamy się nad kwintesencją polskości w muzyce, myślimy od razu o Chopinie. Ale przecież to nie walce czy preludia Chopina najsilniej ewokują ducha polskiego, tylko przede wszystkim jego mazurki i polonezy.

Włączone u schyłku XVIII wieku do kanonu tzw. tańców narodowych, oba te tańce stały się muzycznymi symbolami polskości, których znaczenie wykraczało poza sferę kultury. I jakkolwiek już sam charakter melodii może nieść treści nacechowane etnicznie czy narodowo, to jednak podstawowe znaczenie ma rytm.

Wydawałoby się, że są to tańce zupełnie odmienne: mazurek – szybki i pełen wigoru, polonez – dostojny i powolny. Tymczasem oba wyrastają z jednego pnia i wspólnie składają się na zjawisko, które można określić jako „rytmy polskie”.

To właśnie owe rytmy stały się przedmiotem największego przed Chopinem polskiego eksportu muzycznego, warto zatem bliżej im się przyjrzeć.

Czym są rytmy polskie?

Są to takie struktury trójmiarowe, w których największe zagęszczenie impulsów rytmicznych  przypada na początek taktu. Szybkie rytmy mazurka z wolnymi rytmami poloneza łączy zatem wspólna zasada organizacji rytmu: najpierw wartości bardziej rozdrobnione, krótsze, a potem dłuższe.

Takie rytmy określa się jako descendentalne. W najprostszej, mazurkowej postaci, możemy je znaleźć w zapisach polskich już w XVI wieku. To nie znaczy oczywiście, że wtedy dopiero powstały. Geneza tych rytmów nie jest znana –  nie można nawet jednoznacznie stwierdzić, że wyłoniły się one w Polsce.

Wcześniejsze od zapisów polskich są zapisy czeskie, ale, co ciekawe, nawet w utworach w ewidentny sposób przejmowanych z Czech, o identycznej melodii, w Polsce zmieniano rytm tak, aby struktury descendentalne były jeszcze częstsze niż w zapisach czeskich. Świadczy to o wyraźnym upodobaniu do takich rytmów, które w Polsce, jak się wydaje, trafiły na podatny grunt.

To właśnie wówczas, w okresie renesansu, narodziła się świadomość odrębności etnicznych, czy też może raczej narodowych.

W tym samym okresie, w drugiej połowie XVI w., po raz pierwszy zidentyfikowano pewne cechy rytmiczne jako polskie. W tabulaturach, czyli księgach zawierających zapisy muzyczne, głównie niemieckich, zaczęły się coraz liczniej pojawiać utwory zatytułowane polnischer Tanz, a wkrótce także – w innych krajach – chorea polonica, baletto polacco, Danza Polacca. Wszystkie te nazwy oznaczają po prostu „taniec polski”.

Zgodnie z ówczesną modą, utwory te składały się z dwu krótkich części. Pierwsza część, tzw. Vortanz, w metrum parzystym, wprowadzała określony materiał muzyczny. Druga część, tzw. Nachtanz (także proportio), ten sam materiał transformowała do metrum trójdzielnego. Jeśli w ramach tego trójmiaru zagęszczano rytm na początku taktu, to powstawał rytm polski, descendentalny.

Jak tańce polskie trafiły do Skandynawii?

Dokładnie wówczas, gdy “tańce polskie” zyskiwały w Europie coraz większą popularność, zmarł bezpotomnie Zygmunt August, ostatni z dynastii Jagiellonów (1572).

Zaaranżowane małżeństwa jego siostry Anny Jagiellonki tylko na pewien czas rozwiązały problemy sukcesji tronu. Koronowanie polsko-szwedzkiego królewicza Zygmunta Wazy na króla Polski (1587), a niedługo potem także i Szwecji, połączyło oba kraje osobą władcy. Był to okres intensywnych kontaktów kulturalnych.

„Tańce polskie” docierały do Szwecji przez kręgi dworskie, ale też dzięki polskim studentom z zamożnych rodzin szlacheckich i mieszczańskich, a następnie szybko rozprzestrzeniały się do krajów sąsiednich. Przyjęły się najpierw w warstwach wyższych, skąd zaczęły przenikać do środowiska wiejskiego.

Wydaje się, że duże znaczenie mogli w tym eksporcie odegrać także muzycy niemieccy. Wiadomo bowiem, że w okresie Wojny Trzydziestoletniej (1618-1648) wielu organistów, organmistrzów, kompozytorów i innych muzyków z Niemiec działało w Szwecji, a także w Danii.

To, że modne tańce dworskie trafiły do Skandynawii, nie jest jeszcze niczym szczególnym. W dawnych księgach muzycznych można znaleźć także tańce niemieckie, angielskie, francuskie… – modny repertuar krążył po całej Europie i  nic nie wskazuje na to, aby „tańce polskie” odegrały w nim jakąś szczególniejszą rolę.

Zdumiewający jest dopiero fakt, że w Szwecji powstało w oparciu o „polskie rytmy” nowe zjawisko muzyczne, które nie tylko nie okazało się chwilową modą, ale wręcz w znacznym stopniu stworzyło szwedzką tożsamość.

Było to możliwe dlatego, że wpływ ten nie ograniczył się jedynie do dworów i miast, ale objął także środowisko wiejskie, bardziej konserwatywne i mniej podatne na zmiany. To właśnie w tym środowisku nastąpił właściwy rozwój tańców polska.

Poza Szwecją „tańce polskie” obecne są także w muzyce zachodnich regionów Finlandii (polska), w Norwegii (pols) i w Danii (polsk) – to ostatnie zjawisko miało najmniejszy zasięg i najszybciej zanikło. W każdym z tych przypadków nazwa ma to samo znaczenie -  „polski”.

Nie wiemy, jaki był to taniec, ale z pewnością żywiołowy.

W Danii już w  XVI w. ostrzegano przed gwałtownymi tańcami wirowymi, których efekt bywał tragiczny. Duńscy muzykolodzy przytaczają przypadek jednej z dam dworu, która w 1587 r. padła martwa na zamku Koldinghus podczas gwałtownego tańca. Jakkolwiek brak bliższych szczegółów, przypuszcza się, że musiał być to właśnie „taniec polski”. Podobny los spotkał ponoć trzy lata później kolejną damę …

Z kolei w sztuce Ludviga Holberga „Jeppe ze wzgórza” (1722) żona głównego bohatera, dzierżąc w ręku miotłę nazywaną Panem Erykiem, terroryzuje męża słowami:

Musisz iść do miasta i kupić mi dwa funty zielonego mydła, tu masz pieniądze. Ale pamiętaj, jeśli nie wrócisz za cztery godziny, to Pan Eryk zatańczy ci na grzbiecie polski taniec.

Czyli, jak rozumiemy, po prostu wygarbuje mu skórę… Powyższa metafora sugeruje zaiste żwawy charakter „polskiego tańca”.

W Danii „tańce polskie” dość szybko wyparł menuet, ale  jakiś czas przetrwały one jeszcze w kulturze chłopskiej, zwłaszcza w tradycji weselnej. Z I połowy XVIII w. zachował się fragment mowy weselnej, w której padają następujące słowa:

Ludzie szlachetnie urodzeni każą uczyć swoje dzieci jedynie tańców angielskich, ale innych, niższego stanu, zadowala, jeśli ich dzieci uczą się tylko tańców polskich.

W Szwecji polska stała się właściwie tańcem narodowym

Nawet dzisiejsza skandynawska muzyka folkowa chętnie sięga do tych rytmów.  I chociaż niektórzy badacze, zwłaszcza starszej daty, chętnie minimalizują  polskie wpływy (pojawia się nawet zdumiewająca sugestia, że to tańce polska oddziałały na polskie tańce ludowe!), to jednak już same nazwy polska, pols i polsk sugerują odmienną kolej rzeczy.

Z drugiej strony musimy jednak przyznać, że poza Polską, w nowym środowisku kulturowym i na bazie zastanej tradycji, rytmy niegdyś zdefiniowane przez teoretyków jako polskie zyskały nowe znaczenie, nowy kontekst wykonawczy, nową formę i nową tożsamość. Tak więc tańce polskie stały się tańcami szwedzkimi, jakkolwiek świadomość i pamięć ich polskiego źródła  nadal jest w Szwecji wyraźna.

Czy zatem to Polacy podarowali Skandynawom muzykę?

Jedno nie ulega wątpliwości: polska i szwedzka muzyka narodowa mają u źródeł te same rytmy – tyle tylko, że trzeba mieć niezwykle wyczulone ucho, aby to podobieństwo rozpoznać…

Nasi partnerzy: