Taniec polski, chorea polonica, ballo polacco, le ballet polonais, polnischer Tanz…

Tomasz Jeż

Ale właściwie dlaczego? Bo tak „mówią” źródła. Kilkadziesiąt rękopisów i drukowanych tabulatur lutniowych z XVI i XVII wieku wręcz kipi od tańców tak właśnie nazywanych. Są oczywiście i inne: hiszpańskie, włoskie, niemieckie, węgierskie, ale jakimś dziwnym trafem tych określanych jako polskie jest zdecydowanie najwięcej. Czy to przypadek, a może jednak wiarygodny ślad Historii, która także dzisiejszym tancerzom zostawia w spadku po sobie nieznane prawie nikomu dziedzictwo?

Już kilka stuleci przed Oskarem Kolbergiem obszar Rzeczpospolitej penetrowali zbieracze materiału muzycznego do grania i tańczenia. Byli to niemal wyłącznie autorzy niemieccy: Hans Neusiedler, Mattheus Weissel, Valentin Haussmann i inni. Notowali, spisywali i drukowali tańce, nie podając jednak ich oryginalnych tytułów ani rodzajów, jakie znamy choćby z polskich źródeł (np. witany, goniony, czapkowy, świeczkowy). Pisali po prostu „polnischer Tanz” i to miało wystarczyć, dziś można by dopowiedzieć: za znak jakości.

A może raczej to muzyka tych tańców sama krążyła po Europie? Sprzyjał temu specyficzny klimat tamtych czasów: otwarte dla kultury granice i wynikające stąd przeciągi, dzięki którym równie prawdopodobne było znaleźć w Braszowie hiszpański przebój Guárdame las vacas, jak i najprawdziwszego Kozaczka w Bolonii. Z tym pierwszym występował po dworach europejskich Walenty Bakfark, tego drugiego przywiózł do Italii polski szlachcic spod Dyneburga, Stanisław Rudomina Dusiacki…

Co to jednak ma wspólnego z mazurkami? Niektóre z tych „tańców polskich” są rzeczywiście trójmiarowe i od biedy można się w nich dopatrzeć podobieństwa z tak wyrazistą, potoczystą rytmiką mazurkową.

Dokładniejsze studia nad tym tematem (na którym zjadło zęby kilku polskich muzykologów) doprowadziły jednak do dość zaskakującej konkluzji: pod względem metrorytmiki tańce określane jako „polskie” to niemal wyłącznie znane w całej Europie włoskie pawany, gagliardy, correnty, itp. Ale to melodia zanotowana przez ich zbieraczy wydawała się im na tyle obca, że klasyfikowali ją właśnie w ten sposób.

Choć przecież jeszcze sam Haussmann uchwycił istotną różnicę w rytmice polskich tańców: grane do pary z dwumiarowym powolnym tańcem proportio (czyli szybszy, trójmiarowy taniec o podobnej melodyce) mogło być przekształcone na sposób zwykły lub „polski” – kojarzący się trochę z krokiem mazurkowym. Inna sprawa, że przy niektórych tańcach zachowały się polskie tytuły, ślady rodzimych piosenek tanecznych, śpiewanych do tej muzyki. Na przykład uroczy Taniec zlitujże się ma najmilsza ze wspomnianej tabulatury Dusiackiego. Ale nawet i sam ten incipit można jeszcze dziś wykorzystać, prosząc pannę do tańca…

Nasi partnerzy: